Posty otagowaneodchudzanie
Dlaczego niektórzy ludzie nie mają problemów z odchudzaniem
O co chodzi?
Inspiracją dla tego posta jest znaleziony przypadkowo blog www.lily-anne.blog.onet.pl. Można się załamać czytając farmazony które biedna dziewczyna wypisuje.
“Nie wiem, jak to zrobiłam, ale cały zień przetrwałam na kawie z mlekiem… 5 kubków. W pewnym momencie tylko się złamałam i zjadłam jedną krówkę…”
“57 powodów, żeby nie jeść(…)”
“Jeśli jesteś głodna i nie jesz, to znaczy że chudniesz“
Ehhh, gdyby to było takie proste. Choć blog z założenia kieruję do ludzi którzy znajdują się w dobrej formie fizycznej i chcą się wspiąć na wyższy poziom, dziś zrobię mały wyjątek(*) i rozpiszę się o podstawach kontrolowaniu swojej wagi. Konkretnie rzecz biorąc – o odchudzaniu… ale nawet jeśli nie masz tego problemu, jest szansa że i tak znajdziesz coś dla siebie.
W dzisiejszych czasach odchudzanie się jest… modne(???). To dziwne stwierdzenie – już tłumaczę o co chodzi.
Wielu ludzi których znam, z przyjaciół i z rodziny, stale się odchudza. Stwierdzenia typu “niestety nie mogę zjeść tego ciasta, jestem na diecie“, “w ciagu ostatnich 2 miesięcy schudłem X kg“, “dzisiaj jem tylko chleb i wodę” albo “stosuję regularne głodówki” są na porządku dziennym. Przypomnij sobie ile razy to słyszałeś. Nie byłoby w tym nic dziwnego ani niewłaściwego, gdyby nie to, że mijają kolejne miesiące i lata, a ci ludzie dalej mają nadwagę i nadal się odchudzają.
Albo nie są w stanie jej zrzucić – co znaczy że ich metody nie skutkują – albo po udanym zrzuceniu, zadowoleni z siebie, wracają do starych przyzwyczajeń, efektem czego jest powrót do tej samej (nad)wagi, czasami nawet ją przekraczając. Czy w takim przypadku odchudzanie się jest bezcelowe? Niekoniecznie – sama idea jest bardzo dobra, ale sposób jej wprowadzania w życie wielokrotnie woła o pomstę do nieba…
Przyczyna
W moim przekonaniu, największym problemem ludzi otyłych nie jest waga, tylko brak wiedzy nt. swojego ciała i chęci jej zdobywania. Opierając się na swoich błędnych przekonaniach i fałszywych wnioskach, bzdurach usłyszanych od znajomych albo przeczytanych w tak “poważnych” magazynach jak Naj czy Przyjaciółka, zabijają siebie stosując głodowe diety, magiczne proszki, preparaty i cudowne receptury naszych babć.
Przyczyną otyłości jest nie tylko to co wkładasz do ust, ale także ogólnie pojęty styl życia.
Pomyśl czy to odnosi się do ciebie:
- jesz wszystko co ci wpadnie w ręce, nie dbasz o “dietę”, podjadasz między posiłkami i w nocy
- spędzasz całe dnie przed komputerem
- pijesz hektolitry kawy (nawet nie wspominając o alkoholu)
- palisz papierosy (albo cięższe rzeczy)
- przesiadujesz do późna w nocy, zarywasz noce
- unikasz aktywności fizycznej
- [wpisz swój własny problem]
Jeśli przy co najmniej jednej kropce odpowiedziałeś “tak”, to niestety ale… masz problem (**), który prędzej czy później da o sobie znać w postaci chorób (otyłość jest jedną z nich, wcale nie najgorszą). Mojego ojca dotknęło to po ponad 20 latach siedzenia za biurkiem, jeżdżenia samochodem, oglądania telewizji i aktywnego unikania ruchu.
Jednego dnia czuł się dobrze… następnego złapały go bardzo silne zawroty głowy, ciśnienie skoczyło do góry, nie mógł chodzić ani siedzieć. Dzień później gdy stan się nie poprawiał, zabraliśmy go do szpitala gdzie przeleżał 2 tygodnie. Choroby żadnej nie znaleziono, jako że lekarz nie powie iż chorobą jest styl życia – chyba mu nie wypada, nie wiem. Za to od nas nasłuchał się o tym, że powinien ruszyć swoje cztery litery i zacząć robić coś ze swoim życiem, inaczej zabije się w młodym wieku 40+ lat (to prawie nastolatek!). Po powrocie na początku coś się ruszyło, potem niestety znowu apatia.
Jest to przykład osoby, która jest leniwa i podjęcie działań przekracza jej możliwości. Ale naprawdę rozwiązanie dla niego i Ciebie jest tylko jedno: musisz dorosnąć i wziąść osobistą odpowiedzialność za swoje ciało (życie). Tylko Ty za nie odpowiadasz. Nikt nie będzie towarzyszył Ci przez cały dzień i mówił “nie jedz tego ani tamtego, pamiętaj żeby ćwiczyć regularnie itp”. Mnie to się znudziło bardzo szybko, tym bardziej że nie spotykałem się ze zrozumieniem ojca. Nie moja strata, mimo wszystko szkoda.
Może chcesz pójść drogą na skróty? Pamiętaj, że zazwyczaj prowadzą na manowce. Popularne są cudowne proszki i preparaty pomagające “zrzucić 15kg w 4 tygodnie, za jedyne 199,9 zł” reklamowane przez ludzi znanych z telewizji. Sprzedaż tego g… to wielki biznes. Korporacje robią ludzi w konia i zbijają na tym ciężką kasę. Nie ma i nie będzie nigdy tabletki na odchudzanie, tak jak nie ma i nie będzie lekarstwa na niezdrowy styl życia(***) – gdyż w większości przypadków jest to jedno i to samo. To walka ze skutkami, a nie przyczyną otyłości. Jedyny preparat potrzebny do zrzucenia wagi znajduje się między twoimi uszami…
Rozwiązanie
Po pierwsze: to nie będzie proste, łatwe i przyjemne.
Nie daj sobie wmówić przez kogokolwiek (szczególnie jeśli chce ci coś sprzedać), że zrzucenie zbędnych kilogramów jest łatwe! O nie, to ciężka praca – inaczej przecież wszyscy byliby smukli. Musisz więc odpowiednio się przygotować, psychicznie i merytorycznie. Walczysz nie tylko z nałogami, lenistwem, przyzwyczajeniami i odmawiasz sobie “przyjemności”, ale także ze swoją genetyką.
Endomorfik ma pod górkę z uwagi na naturalne tendencje do łapania ciała (i to tego tłuściutkiego). Ektomorfik z kolei ma odwrotny problem – najczęściej jest zbyt chudy i choćby nie wiadomo ile jadł, waga nie chce ruszyć w górę. Najlepiej mają szczęściarze mezomorficy, wyróżniający się naturalnie “podpakowaną” sylwetką (spore uproszczenia, przeczytaj mojego posta o typach budowy ciała po dokładną analizę).
Nie powinieneś przechodzić na totalną dietę w której przez miesiąc będziesz jadł tylko skórki pomarańczy, po czym po 31 dniach wrócisz do poprzednich nawyków i znowu będziesz się obżerać w McSyfie. To bardzo zły pomysł. Kiedy drastycznie ograniczysz ilość jedzenia, organizm będzie myślał “o cholera, nastały złe czasy, muszę zacząć oszczędzać swoje zasoby inaczej właściciel umrze z głodu… kto wie co tam się dzieje na zewnątrz, może jest wojna i jeszcze przez miesiące nie będzie regularnego papu“. W rezultacie nastąpi spowolnienie metabolizmu i efekty odchudzania będą ograniczone. A po powrocie do poprzedniej diety, efekt yoyo, gdyż najczęściej nie pozbyłeś się tłuszczu z ciała, lecz wody z tłuszczu, który nasiąka jak gąbka. Jeśli więc wymyśliłeś coś podobnego do tych skórek, zastanów się nad znaczeniem słowa umiarkowanie. Jeśli gdzieś przeczytałeś o jakiejś drastycznej diecie która gwarantuje rezultaty po 14-21-31 dniach… zapomnij o niej. Drastyczne diety są tragicznie złym pomysłem.
Wystarczy trochę ograniczyć ilość spożywanego jedzenia aby zacząć tracić kalorie i wagę. Pomalutku, powolutku. Ale jeśli myślisz że to wystarczy – trochę ograniczyć kalorie – to się mylisz. To nie jest cała prawda, bowiem oprócz ilości kalorii ważne jest ich źródło pochodzenia, ilość zjadanych białek w relacji do węglowodanów, tłuszczów itp., aktywność fizyczna i dziesiątki innych rzeczy.
Dobra dobra, skończ pierniczyć i przejdź do meritum – powiadasz. Powiedz dokładnie co ty byś zrobił przy odchudzaniu.
Jeśli chcesz zyskać kontrolę nad wagą swojego ciała i szukasz konkretnych sposobów jak sobie z tym radzić – nie dowiesz się tego z tego posta.
Czy ja dobrze przecztałem? Czemu? Z prostej przyczyny… stoję po drugiej stronie barykady. Jestem na diecie na masę i od dłuższego czasu powoli wrzucam na siebie mięśnie (studia dzienne i praca pełny etat itp. na pewno mi tego nie ułatwiają…). Posiadam trochę wiedzy i znam teorię, ale brakuje mi doświadczenia w zrzucaniu ciała – nie byłbym więc bardzo przekonujący wymądrzając się “słuchajcie kochani, słuchajcie mojego sprawdzonego sposobu na odchudzanie“, prawda? Nie mam też zamiaru opisywać tematu po łebkach, pisząc banały typu “pij 1.5L wody dziennie, ogranicz ilość przyjmowanych kalorii, nie objadaj się słodyczami” gdyż takich tekstów napisano miliony, wałkując temat do znudzenia na setki sposobów. Mimo to bardzo chciałem napisać cokolwiek, co pomoże osobom takim jak wspomniana na początku Lily.
Powyższy problem rozwiązałem w następujący sposób: za chwilę przeczytasz kilka rad dotyczących podejścia do problemu, które powinieneś w sobie wykształcić. Będziesz musiał zdobywać konkretną wiedzę na własną rękę… ale przynajmniej będziesz na dobrej drodze. Jest takie powiedzenie: daj człowiekowi rybę, a tego dnia zaspokoi głód. Daj mu wędkę, a do końca życia nie będzie głodował.
Oto Twoja wędka…
Teoria
- dowiedz się i zrozum jakie właściwości mają białka, węglowodany, tłuszcze, woda, witaminy i mikrominerały; w jakich typach pożywienia znajdują się te składniki, jakie są ich zalecane ilości w Twoim przypadku (płeć, wiek, waga, grupa krwi, cechy indywidualne, plany treningowe). Nie kształć się na chemika, nie wgłębiaj się w szczegóły, na początku wystarczą ogólne fakty.
- zdobywaj wiedzę o pożywieniu, czytając porządne książki (omijaj te opisujące jedną konkretną dietę np. Kwaśniewskiego; wpierw twoim celem powinno być zrozumienie ogólnych zasad działania swojego ciała, inaczej możesz nieświadomie zrobić sobie krzywdę ) oraz szukając informacji w internecie (Google + linki polecane przeze mnie + ten blog = dobry początek). Na dobry początek wprowadzenie po angielsku: http://en.wikipedia.org/wiki/Dieting , wyguglowane w 3 sekudny. Jeśli dobrze poszukasz, na Youtube również znajdziesz wartościowe filmy (te znalazłem po 17 sekundach szukania):
- ucz się metodologii treningów – rodzajów ćwiczeń, zasad działania mięśni, jak wykonać porządną rozgrzewkę i trening, które grupy mięśniowe się ćwiczy wpierw, jakie są najlepsze ćwiczenia na konkretne przypadłości itp. Tego typu wiedza dosłownie wylewa się z każdego możliwego magazynu o kulturystyce czy fitness. Czytaj je!
- rozpoznaj swój typ ciała: czy jesteś ekto, endo czy mezomorfikiem. W pierwszym i trzecim przypadku byłbym bardzo zdziwiony gdyby problemy z otyłością dotyczyły Ciebie (chyba że bardzo się zaniedbałeś), w drugim niestety są wręcz naturalne i będziesz musiał się przyłożyć… ale wszystko jest do zrobienia. Większość ludzi stanowi mieszankę tych trzech typów budowy. Kobiety i leniwi ;-) mają naturalną tendencję do odkładania większych ilości tkanki tłuszczowej.
- przyjrzyj się uważnie swoim nawykom jedzeniowym pod kątem rodzaju spożywanych składników odżywczych (białka, węgle itd), oraz ilości spożywanych owoców, warzyw, słodyczy, mięsa, junk foodów z Mcdonalda itp. Zastanów się jak możesz zmienić swój jadłospis aby lepiej się żywić – więcej wartościowego pożywienia, mniej pustych kalorii…
- Oblicz ilość kalorii potrzebnych twojemu ciału oraz ile codziennie zjadasz. Nie trzeba liczyć każdej pojedynczej kalorii (to niemożliwe i nikt nie ma na to czasu), ważna jest tylko ogólna tendencja np. dziennie zjadasz ok. 2000 czy 2500 kalorii? jak duże są wahania?
Ostatnia wskazówka: nie wszystko na raz. Uważaj aby nie przesadzić, niemożliwe jest dowiedzenie się wszystkiego z listy powyżej w kilka dni, tygodni czy nawet miesięcy. Jest to proces który zabiera lata. Jednak jeśli dobrze zaczniesz, pierwsze, trwałe efekty zaobserwujesz już po kilku tygodniach.
Ważne jest, abyś zaczął TERAZ. Nie zwlekaj, nie czekaj na lepsze czasy, nie odkładaj tej sprawy na później, nie łudź się że problem sam się rozwiąże. Wybierz sobie jeden punkt z listy powyższej i ZRÓB COŚ – przeczytaj artykuł, obejrzyj film w temacie, porozciągaj się, wypożycz książkę z biblioteki, przejdź się na spacer, dokonaj bilansu diety, kup karnet na siłownię, podyskutuj o najlepszych sposobach utrzymywania się w formie z innymi… cokolwiek. Ważne aby zgłębianie tego tematu stało się twoim zainteresowaniem / hobby (jak to jest w moim przypadku), w innym przypadku będziesz musiał się zmuszać, a to nie wróży niczego dobrego.
Praktyka
Super, coś już wiesz, ale teoria teorią i bez podjęcia następujących czynności niewiele osiągniesz:
- uprawiaj regularnie sport – bieganie, siłownia, sztuki walk, tenis czy nawet piłka nożna – cokolwiek byle nie siedzieć w domu przed telewizorem. Nie, szachy się nie liczą. Fakt: im więcej masz mięśni, tym więcej kalorii spalasz. Im więcej kalorii twoje ciało spala dziennie, tym szybciej zrzucisz niepotrzebny tłuszcz. To mały paradoks (tak naprawdę nie będący paradoksem) – żeby łatwiej zrzucić wagę (tłuszcz), możesz przybrać na masie (mięśniowej). Spalanie kalorii podczas wysiłku fizycznego też się przydaje, ale jeśli porównasz liczby – np. 1 godzinny trening na siłowni spali koło 350 kalorii, które znajdują się w jednej przeciętnej kanapce z serem… zrozumiesz że tu nie chodzi o samo spalanie kalorii, tylko coś więcej… co takiego? m.in. przyspieszenie metabolizmu spoczynkowego – wróć do punktu Teoria.
- Zmień swoje nawyki żywieniowe na lepsze – wykorzystaj teoretyczną wiedzę zgromadzoną o jedzeniu i wprowadź zmiany w jadłospisie. Uwzględnij wszystko czego się dowiedziałeś o sobie – typ budowy ciała, zapotrzebowanie kaloryczne itd.
- Niech sport stanie się twoim nałogiem – jeśli chcesz by efekty były trwałe, nie możesz przerwać treningów po osiągnięciu zamierzonego celu. Przecież nie po to wypruwałeś sobie żyły na siłowni przez kilka miesięcy żeby teraz efekt yoyo zaprzepaścił wysiłki w kilka tygodni, prawda?
- pozbądź się szkodliwych nałogów takich jak palenie, picie na umór czy długie siedzenie przed telewizorem (wspominam z czysto kronikarskiego obowiązku – wszyscy o tym wiedzą i nikt się nie stosuje)
- Postaw sobie cel (czy ta rada już podpada pod blog motywacyjny? :-) – czy to będzie zrzucenie X kg w Y tygodni, rozpoczęcie treningów na siłowni czy przejście na wegetarianizm – nieważne. Zapisz go na kartce, powieś nad biurkiem i codziennie ją czytaj. Jeśli chcesz osiągnąć konkretne rezultaty, musisz wiedzieć czym one są. Tylko wtedy będziesz mógł podjąć konkretne działania. Tylko wtedy będziesz mógł stwierdzić czy Twoje działania przynoszą efekty, gdyż będziesz wiedział do czego je porównywać. To tylko wierzchołek góry lodowej literatury motywacyjnej, zachęcam do zgłębiania tematu.
Wracając do pierwszej kropki – zbyt dużo treningów na początku również jest niewskazane. Nie wolno przesadzać w żadną stronę. Jeśli jesteś w złej formie, łatwo możesz sobie zrobić krzywdę… nawet zwykłym bieganiem. Pewne słyszałeś historie o ludziach którzy zaczynali uprawiać sport i szybko doznawali jakiejś kontuzji, zawału serca itp. z czego wysnuwano fałszywe wnioski, że sport zabija… prawda jest taka, że najpewniej delikwent po 20 latach siedzenia za biurkiem i hodowania brzucha, nagle się obudził, spojrzał na siebie i powiedział “jak ja wyglądam, muszę coś z sobą zrobić i to zaraz“, po czym udał się na 5 km bieg. Zatłuszczone i osłabione serce nie wytrzymało obciążenia…
Uwagi końcowe
Mam nadzieję że powyższy akapit nie był o Tobie. W przeciwnym przypadku, będę szczęśliwy jeśli przeczytasz ten tekst i zastosujesz z powodzeniem choć jedną rzecz. W takim przypadku, mój wysiłek nie poszedł na marne. Powodzenia :-)
(*) kto wie, jeśli “podstawowe” tematy spotkają się z zainteresowaniem, je również będę poruszał.
(**) jeśli to cię pocieszy, to wiedz że ja zbyt często jestem winny wobec drugiej kropki… ale nadrabiam to ćwiczeniami 4-5x w tygodniu, poza tym niewiele na to mogę póki co poradzić, taka praca.
(***) po napisaniu tego akapitu przypadkowo trafiłem w internecie na ten artykuł . Tak więc cudowna tabletka dla myszy już istnieje. Nie wiadomo jakie będzie jej działanie na ludzi, oraz ew. skutki uboczne. Trochę zaskoczony, przewinąłem do komentarzy, głównie krytycznie nastawionych do całego pomysłu. Szczególnie spodobał mi się ten:
Tylko wytrwała aktywność fizyczna poprzez sport dla satysfakcji może być sposobem na zdrowo wyglądające ciało i świeży umysł. Tabletka jest zaprzeczeniem tego.
josh
Amen, bracie!
2 comments 15 listopad 2008
Typy budowy ciała człowieka
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak bardzo ludzie różnią się budową ciała?
Niektórzy z nas od urodzenia są chudzi i smukli, widać im wszystkie żebra, obwód w pasie mają taki jak inni w udzie, w podstawówce wołano na nich “szkieletor”, jedzą tony junk food a i tak nie tyją… inni z kolei “od zawsze” byli rozlegli (“łatwiej przeskoczyć niż obejść”), niezależnie od tego ile jedzą, wydają się być tłuściutcy i okrągli, wściekle się odchudzają a i tak ważą tyle co dwóch – przysłowiowe “miśki”. Trzecią kategorią są atleci – o idealnej kombinacji wagi i mięśni; siłacze którzy kochali się popisywać na lekcjach WFu, dzięki fizycznej przewadze często należeli do najlepszych graczy w kosza, piłkę…
Jestem przekonany, że bez problemu wymienisz co najmniej kilka osób ze swojej podstawówki, liceum czy studiów, które spełniają te kryteria – są to bardzo charakterystyczne osoby. Chyba każdy miał w swojej klasie czy na podwórku, co najmniej jednego chudzielca, grubasa i atletę – ja również.
Dlaczego niektórzy nie mają problemów z nabieraniem masy, a inni muszą pochłaniać ogromne ilości jedzenia aby zyskać choć ten 1kg mięśni ? Oczywiście, za różnice odpowiedzialna jest genetyka. Ludzki organizm ogólnie można podzielić na trzy typy: endomorficzny, mezomorficzny i ektomorficzny. Rodzimy się z danym zestawem genów i nic nie można poradzić na nasze tendencje (póki co… ale możliwości inżynierii genetycznej ciągle się powiększają). Natomiast można (i czasami trzeba) zmieniać to, co dostaliśmy przy urodzeniu. Przyjrzyjmy się charakterystykom poszczególnych typów.
Endomorfik
Endomorfik to “kawał chłopa” – duża masa ciała, grube i krótkie kości. Z winy powolnej przemiany materii (nadmiar hormonu insuliny), nabieranie masy wychodzi mu aż za dobrze, stąd też często trenuje aby się odchudzić i pozbyć tłuszczu. Waga często powyżej średniej (BMI > 25), ma problemy z nabieraniem czystych mięśni. Jeśli marzy o sukcesie, musi bardzo skrupulatnie przestrzegać diety ograniczającej kalorie (szczególne te dostarczane z tłuszczy), trenować na siłowni, wykonywać tzw. aeroby oraz ogólnie dużo się ruszać. Przykładem profesjonalnego kulturysty reprezentującego ten typ budowy jest Markus Ruhl.
Ektomorfik
Ektomorfik to jego przeciwieństwo – chudzielec, brak tłuszczu, długie i cienkie kości, wątła sylwetka. Szczególne dobrze to widać gdy są wysocy, ale wielu jest ektomorfików przeciętnego wzrostu. Ma bardzo szybki metabolizm (działanie hormonów trzustki), cokolwiek wrzuci do brzucha jest błyskawicznie spalane. Jeśli chce osiągnąć sukces, musi zdecydowanie przekroczyć zapotrzebowanie kaloryczne swojego organizmu aby ten, nie mogąc spalić kalorii, wykorzystał je do budowania mięśni.
W praktyce dieta ektomorfika polega więc na jedzeniu ogromnych ilości pożywienia(np. min 3000 kcal, optimum 4000 kcal dla wagi 65kg), podzielonych na nie więcej niż 5 dużych posiłków (większa ilość powoduje przyspieszenie i tak już rozpędzonego metabolizmu). Suplementacja odżywkami białkowymi jest pomocna w dostarczaniu odpowiednio dużej porcji białka (niektóre źródła podają nawet powyżej 3g białka na kg masy ciała! co wg. mnie jest przesadą; inne niewiele ponad 1.5g), kreatyna również jest przydatna.
Aby nabrać ciała, powinien wykonywać krótkie, intensywne treningi ze ciężkimi ćwiczeniami wielostawowymi (przysiady, podrzut, martwy ciąg, wyciskanie na ławce płaskiej). Musi też pamiętać o regeneracji oraz ograniczyć aktywności poza siłownią, aby nie przyspieszać przemiany materii co sprawiłoby, że i tak trudna sytuacja stałaby się beznadziejna. Jeśli jesteś ekto, nie trać nadziei gdyż jak człowiek chce, to może – Frank Zane (kliknij aby przeczytać o nim więcej) jest kulturystą uznawanym za posiadacza idealnych proporcji masy i definicji mięśni; jego budowa ciała świadczy o ektomorfizmie.
Mezomorfik
Mezomorfik jest szczęściarzem – cechuje się wagą idealną w stosunku do wzrostu, nie ma problemów z przyrostami mięśni. Szerokie barki, wąskie biodra sprawiają że plecy mają kształt litery V. Dzięki dużej ilości anabolicznych hormonów: wzrostu i testosteronu, ma najlepsze predyspozycje do sportów i kulturystyki.
Jeśli jesteś mezomorfikiem, to tylko pogratulować, gdyż możesz nie wkładać w treningi tak wiele energii jak ektomorfik czy endomorfik, mimo to efekty będą lepsze. Uważaj jednak, bo ślepe wierzenie w cudowną genetykę może cię zawieść. Natomiast jeśli włożysz w trening całe swoje serce, zadbasz o dietę i suplementację, poświęcisz się temu przez wiele lat, masz duże szanse stać się gwiazdą kulturystyki – zdecydowana większość zawodowych kulturystów to mezomorficy.
Oczywiście nie wszystkich można łatwo zakwalifikować do tych grup. Często ludzie wykazują trochę cech z jednej i drugiej. Przykładowo, ektomorfik-mezomorfik będzie chudy itd. ale będzie miał bardziej proporcjonalną sylwetkę i mniejsze problemy z przyrostami mięśni niż czysty ektomorfik. Tak naprawdę, to trudniej jest spotkać czystego przedstawiciela którejś z tych grup, niż “mieszańca”; większość z nas ma w sobie trochę z każdej, niekiedy ukrytej.
Arnold Schwarzenegger w młodości był dosyć chudym dzieckiem, dopiero w wyniku wieloletniego, ciężkiego treningu i trzymania diety, wyszedł na jaw jego mezomorfizm który pomógł mu w staniu się kulturystycznym bogiem.

Arnold Schwarzenegger
Jak to jest u Ciebie? Kim jesteś – ektomorfikiem, endomorfikiem czy mezomorfikiem? Stań przed lustrem, popatrz na siebie uważnym okiem, przejrzyj jeszcze raz listę cech i rozpoznaj swój typ budowy. To bardzo ci pomoże w prawidłowym planowaniu treningów, odżywianiu i suplementacji.
Ja jestem typowym ektomorfikiem. Mogę jeść co chcę, ile chcę, kiedy chcę, w jakich ilościach zechcę – w żadnym stopniu nie przekłada się to na wzrost wagi czy poziomu tłuszczu (przynajmniej na razie…). Endomorfik pewnie westchnie “ehh, ten to ma dobrze, może się objadać czekoladkami”. Niby mogę, ale tego nie robię – od czasu do czasu można coś zjeść bez wyrzutów sumienia, ale nałogowe zajadanie się słodkościami nie przejdzie przez moją wewnętrzną cenzurę. Efektów szprycowania się czekoladą, czipsami, colą, McDonaldami itp. śmieciem w moim przypadku nie byłoby widać na zewnątrz, ale nic nie pozostaje bez efektów. W tym przypadku folgowanie sobie dałyby się odczuć na wiele negatywnych sposobów teraz i wiele lat później.
“Zaletę”, jaką jest możliwość zjadania niemal dowolnych ilości jedzenia (aż do zapchania żołądka i nudności), równoważy “wada” trudności zdobywania masy – potrzebne są niemal heroiczne wysiłki aby wskazówka na wadze drgnęła. Chociaż moje BMI jest idealne z punktu widzenia zdrowia (20.5), to jednak chcę wrzucić na siebie dodatkowych kilka kg mięśni – margines bezpieczeństwa jest dość spory, bo dopiero powyżej 25 zaczyna się nadwaga. Tak na marginesie, w przypadku kulturystów BMI nie sprawdza się zbyt dobrze, gdyż u nich lwią część masy stanowią mięśnie, i nawet gdy ze wskaźnika wychodzi “nadwaga”, dana osoba może szczycić się idealnymi proporcjami. Czego Tobie i sobie życzę :-)
Ciekawostka: na forum sfd.pl przeprowadzono nieoficjalną ankietę “jaki typ budowy reprezentujesz?“. Zagłosowało ponad 1000 osób. Najwięcej, bo ok 38%, przyznało się do bycia ektomorfikiem, 18% zagłosowało na endomorfika, a równe 10% na mezomorfika. Pozostałe 34% zagłosowało na mieszanki endo-mezo i ekto-mezo. Wyniki ankiety należy traktować z przymrużeniem oka, zabrakło choćby odpowiedzi “typ mieszany”… ale pokazują główne tendencje.
My też zróbmy ankietę:
3 comments 14 sierpień 2008



